Witaj na blogu Recenzje Chrześcijańskie!
 

Frunze w meczecie – Cezary Kościelniak

Kraje Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu nie widnieją na mojej liście zaplanowanych podróży nawet na ostatnim miejscu (po prostu nie moje rejony świata), ale kiedy od czasu do czasu najdzie mnie chęć ich zwiedzenia, żeby poznać to, co obce i nieznane, wysługuję się cudzymi oczami i sięgam po jakiś reportaż o Oriencie. Tym razem, w asyście Cezarego Kościelniaka, zawędrowałam aż do kirgiskiego Osz, które autor książki „Frunze w Meczecie” nazywa końcem świata.

Wielu z nas może żyć w przeświadczeniu, że atmosfera panująca na końcu świata jest zupełnie obca sercu Europy – nic bardziej mylnego! Na przykład mostem międzykulturowym między Polską a Kirgistanem jest niedaleka przeszłość naznaczona komunizmem, który niezależnie od tego, czy został zaimplementowany do państw typowo europejskich, czy też wśród narodów nomadycznych dalekiej Azji, biednym dał liczne awanse, zmarginalizował inteligencję, nauczył ludzi przepychania się za wszelką cenę, stania w kolejkach, nieufności i przyzwyczaił do absurdalnej organizacji zaopatrzenia sklepów. Tyle tylko, że podczas gdy nam udało się wypracować wolność, jako naród mieliśmy jasne cele i perspektywy. Było oczywiste, że dążymy do standardów zachodnioeuropejskich i powracamy do kapitalizmu.  Kiedy zaś komunizm zaczął wycofywać się z Kirgizji, zostawił po sobie pustkę – wielkie nic, z którym nie wiadomo, co począć dalej. A ponieważ świat nie znosi próżni i szybko znajduje pomysły na jej zagospodarowanie, przyszłość Kirgistanu jest niepewna. Być może Kirgizi znów zbliżą się do Rosji, gdzie mieszka wiele ich pobratymców, a może zradykalizują ich religijnie i militarnie sąsiedzkie kraje, które, tak jak ongiś komunizm, obiecają im wiele nobilitacji. Może się też okazać, że Kirgizja wcale takim końcem świata nie jest i że  państwo to miało zwyczajnie dłuższy pas startowy do bardziej obiecującego jutra… Nie obejdzie się jednak bez czynników mobilizujących, wspólnej wizji i charyzmatycznych jednostek.  Z tym jednak trudno, bo Kirgizi jako tacy to ludność, która przez wieki żyła w systemie plemiennym i trudno powiedzieć na ile odczuwają potrzebę państwa w kształcie, jaki znamy na Starym Kontynencie.

[…] musiałam ponieść odrobinę trudu, żeby pozostać po prostu obserwatorem.

Układając i przemyśliwując sobie realia przedstawione w książce „Frunze w Meczecie” musiałam ponieść odrobinę trudu, żeby pozostać po prostu obserwatorem. Odezwał się we mnie syndrom Europejczyka, który chciałby bardzo odkryć przed Kirgizami radość z intensywnej edukacji, bezobsługowe kasy, hybrydowe samochody, centra handlowe i cały ten nasz „lifestyle„. Pokazać, że można można żyć pełniej, wyrażać się oraz że ludzie i ich emocje, czy poglądy mają jakieś znaczenie (a przynajmniej większe znaczenie niż na kirgiskim krańcu świata). Cóż, Kirgizom jest jednak dobrze tak, jak jest i trzeba to uszanować. Nic na siłę – każdy naród ma swoją drogę.

Oprawa: miękka | Liczba stron: 168 | Wydawnictwo: Święty Wojciech | Data wydania: 2016 | Cena: 22,00 PLN/szt

Written by

Miłośniczka Biblii, pięknych słów, ładnych dźwięków, złotych myśli i wyżłów.

Brak komentarzy

Jestem ciekawa Twojej opinii!