Witaj na blogu Recenzje Chrześcijańskie!
 

Doonby – Każdy jest kimś

Pewnego upalnego dnia do miasteczka w Teksasie przyjeżdża wysoki, przystojny mężczyzna. Miejscowi nazywają go „włóczęgą”, sam nie przedstawia się skąd pochodzi, kluczy o to pytany. Zatrudnia się w barze – centrum życia lokalnej społeczności i szybko zyskuje sobie sympatię ludzi. Wskutek kilku sytuacji staje się też ich bohaterem. W międzyczasie zakochuje się z odwzajemnieniem w młodej, przebojowej dziewczynie. Wszystko zaczyna się układać, ale… pewnego dnia Sam Doonby (którego nazwisko jest grą słów Doonby = Nobody) znika bez śladu z teksaskiej mieściny i pamięci tubylców…

„Doonby” to ciekawy głos w dyskusji na temat aborcji, ogniskującej się przede wszystkim wokół problematyki życia płodowego dziecka. Recenzowany film odkrył przede mną kolejny aspekt tego trudnego tematu, mianowicie zwrócił moją uwagę na potencjał, który drzemie w każdym człowieku i na dobroczynny wpływ jednostki na otoczenie. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak niepozorne uczestnictwo drugiej osoby w naszym życiu całkowicie zmienia osobistą historię. Gdy pojawiły się litery końcowe, odczuwałam pustkę i niezgodę z powodu obranego zakończenia, a przecież to była tylko postać fikcyjna…

Losy Sama są przeplatane dziejami jego matki – pięknej dziewczyny z ubogiej dzielnicy, dla której jedyną szansą na lepszą przyszłość jest małżeństwo z mężczyzną z perspektywami. Jest tylko jeden problem. Kobieta ma dziecko i nie wie, jak zareaguje na nie jej partner. Ze strachu postanawia… no właśnie… reżyserzy postanowili pokazać rozwój akcji w dwóch wersjach, w zależności od decyzji matki. Obydwa postępowania są postawami raczej powszechnie nieakceptowalnymi, ale wniosek, który chcą przekazać producenci filmu, jest taki, że każde opowiedzenie się za życiem jest lepsze, niż jego brak. Przy okazji ujął mnie sposób ukazania matki Sama. Chociaż społeczność lokalna nie ma o niej dobrego zdania, twórcy filmu jej nie potępiają. Ukazują rozterki młodej kobiety, jej cierpienie i miłość do dziecka.

Film jest pouczający i jasno opowiada się za życiem, ale też nie mówi wprost o Bogu, choć wątek religijny delikatnie przeplata fabułę. Absolutnie nie odbieram tego za minus, celem filmu jest raczej zaproponowanie nieco innego myślenia. „Doonby” eksponuje też wartości takie jak przebaczenie i wyrastanie ponad własną krzywdę. Sam wyświadczał dobro ojcu swojej dziewczyny, który okazał się być jego oprawcą.

Wyjątkowości produkcji nadała dalszoplanowa, prorocza rola Normy McCorvey, której sprawa sądowa (Roe v. Wade) stała się przyczyną legalizacji aborcji w Stanach Zjednoczonych i bardzo liberalnych przepisów w tej materii. Prywatnie Norma pracowała w klinice aborcyjnej, jednak obecnie jest aktywistką prolife. W książeczce dołączonej do filmu można przeczytać krótki wywiad z Normą. Na kilka ciekawych pytań o film odpowiedział też reżyser.

Mogę powiedzieć, że „Doonby” to jeden z ciekawszych filmów chrześcijańskich, jakie widziałam. Polecam

 

Tagi:
Udostępnij
Written by

Miłośniczka Biblii, pięknych słów, ładnych dźwięków, złotych myśli i wyżłów.

Brak komentarzy

Jestem ciekawa Twojej opinii!